Tak, to właśnie on, zupełnie niezapisany, jeszcze pachnący fabryczną świeżością brulion.
Chociaż jego świeżość jest niedzisiejsza, bo zatrzymała się gdzieś ni to w latach osiemdziesiątych, ni to sześćdziesiątych, trzydziestych czy końcówce dziewiętnastego wieku. Brulion to jeszcze zagadka, nieodkryta czekająca na choćby częściowe odgadnięcie. Pełen jest różnych oderwanych od siebie obrazów, melancholii, słów poetów, książek o najróżniejszej treści i tematyce, muzyki i marzeń.Czasami stara się odnaleźć prawdę w filozoficznych rozmyślaniach różnych dawno już nieżyjących mężczyzn i kobiet, czasem powołuje się na prawdy odwieczne. Ale to wszystko jest takie nietrwałe.
Doprawdy ciężko to wszystko złożyć i podtrzymywać.
Mam nadzieję, że brulion trochę pożyje, że ma przed sobą chwile świetności. Nie ukrywam, że pomysł na brulion zaczerpnęłam z Brulionu Bebe B.
A poza tym...zawsze chciałam taki mieć.
