Tak, to właśnie on, zupełnie niezapisany, jeszcze pachnący fabryczną świeżością brulion.
Chociaż jego świeżość jest niedzisiejsza, bo zatrzymała się gdzieś ni to w latach osiemdziesiątych, ni to sześćdziesiątych, trzydziestych czy końcówce dziewiętnastego wieku. Brulion to jeszcze zagadka, nieodkryta czekająca na choćby częściowe odgadnięcie. Pełen jest różnych oderwanych od siebie obrazów, melancholii, słów poetów, książek o najróżniejszej treści i tematyce, muzyki i marzeń.Czasami stara się odnaleźć prawdę w filozoficznych rozmyślaniach różnych dawno już nieżyjących mężczyzn i kobiet, czasem powołuje się na prawdy odwieczne. Ale to wszystko jest takie nietrwałe.
Doprawdy ciężko to wszystko złożyć i podtrzymywać.
Mam nadzieję, że brulion trochę pożyje, że ma przed sobą chwile świetności. Nie ukrywam, że pomysł na brulion zaczerpnęłam z Brulionu Bebe B.
A poza tym...zawsze chciałam taki mieć.

Po pierwszym zdaniu obudziło się we mnie pragnienie kupienia nowego zeszytu. Nie wiem, to powinno się już leczyć, bo jak widzę ładny, niezapisany zeszyt w jakiejś ślicznej, twardej okładce, to mam ochotę kupić go od razu, zapożyczyć się ale kupić, nie mieć na powrót do domu, ale kupić. Chyba większego bzika mam tylko na punkcie książek.
OdpowiedzUsuń“Brulionu Bebe B.” nie czytałam, ale czy nie myślałaś kiedyś, co powiedzą na nasze zapiski dziennikowe, czy listowe nasze przyszłe dzieci, wnuki? Kiedyś znajdą pliki listów, zeszyty i chciałabym widzieć ich reakcje.
Trzymam kciuki za dobry start bloga!
Ta od Camusa czyli Tetelcia czyli Monika
http://the-sunshine-girl.blogspot.com/
"Tak, to właśnie on, zupełnie niezapisany, jeszcze pachnący fabryczną świeżością brulion." Lubię takie zeszyty, w kratkę, grube, najlepiej czarną kratkę.Formatu B5. A pamiętasz taki brulion ze słonecznikiem? Rozmarzyłam się, również trzymam kciuki. I kibicuję.
OdpowiedzUsuń